Tradycje rzemieślnicze

W dzieciństwie każde wakacje spędzałam u dziadków. Zdarzało się, że w ramach urozmaicenia mi pobytu dziadek Jaś zabierał mnie do pracy - do swojego zakładu kaletniczego. Pamiętam, że miałam u niego swój niebieski młotek, za pomocą którego mogłam przybijać ozdobne nity do tworzonych przez mnie opasek, bransoletek i pasków.

Dziadek Jaś w swoim zakładzie


Dziadek pochodzi z niewielkiej wsi w Lubelskiem. Od dziecka wraz z bratem pomagali swojemu ojcu przy pracy. O pradziadku Bronisławie mówiło się, że był „złotą rączką”, jednak przede wszystkim zajmował się rymarstwem. 

Pradziadkowi posłał synów do szkół, które dadzą im zawód przydatny na wsi. Tym sposobem dziadek został wysłany na przyuczenie zawodu kaletnika-rymarza. Życie się jednak inaczej potoczyło i dziadek trafił na północ Polski, gdzie też założył rodzinę. Po przejściu na emeryturę w 1991 r. otworzył swój zakład w Koszalinie, który prowadził ponad 20 lat.

Ja wraz z upływem lat coraz rzadziej spędzałam wakacje u dziadków, a tym samym nie kontynuowałam dziecięcego zamiłowania do kaletnictwa.  Los jak wiadomo lubi jednak płatać figle. Po latach wróciłam do dziadka, by znów pobierać u niego lekcje z kaletnictwa. Praca z nim sprawiała mi ogromną przyjemność. Te silne tradycje rzemieślnicze sprawiły, że zdecydowałam się na rozpoczęcie nauki, zakończonej egzaminem czeladniczym w zawodzie kaletnik.

Dość niedawno odkryłam jeszcze jedną odnogę w rzemieślniczej historii mojej rodziny. Po wojnie również w Koszalinie otworzył swój zakład szewski mój drugi pradziadek – Kazimierz. Poniżej znajduje się jego dyplom mistrzowski, który od niedawna mogę podziwiać na ścianie w mojej pracowni.


Dyplom mistrzowski pradziadka Kazimierza


do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl